- Właśnie na Ciebie czekaliśmy - powiedziała pani Jones, bo właśnie tak miała na nazwisko, gdy usłyszała jak weszłam.
- No dobrze. Ja wychodzę. Możecie robić co chcecie. Ale jeżeli ktoś spróbuje wyjść, czy zrobi coś głupiego, to nie będzie miło. Najlepiej jakbyście przez tą kare siedzieli na krześle. Miłych dwóch godzin , uczniowie.
Wspaniale.
*1 h później*
- Boże święty jakie nudy. - powiedział John jednocześnie wyrywając mnie z rozmyśleń i bazgrołów które rysowałam w pamiętniku.
- Cholerne nudy. - dopowiedział Bruce. Pierwszy raz zgodził się z Johnem? Jakiś cud. Ale się nie dziwię. Mieli rację. nudy.
- Co tam robisz? - wtrącił się Dark ,próbując dobrać się do mojego pamiętnika.
- NIE..dotykaj go. - krzyknęłam mu w twarz i się zamknął. Uff.
- Nie ,ja tu nie wytrzymam. - zaczął się wiercić Bruce i coraz bardziej było widać jego pulsujące żyły. Wzdrygnęłam.
- Przeżyłeś 1 godzinę, jeszcze tylko druga..- powiedział spokojnie David. Ten to ma anielski spokój. Zazdroszczę mu.
- To już godzina? Prawie jak wieczność. - dopowiedziałam i poprawiłam się na krześle. Zamknęłam mój zeszyt i włożyłam go do torby. Po chwili wstałam i podeszłam do okna. Usiadłam na parapecie i patrzyłam się w niebo. Normalnie jak z jakiegoś filmu.
- Ciii...będzie dobrze.- powiedział brązowooki chłopak szepcząc mi do ucha.
- Nie. Nic nie będzie dobrze. Wszystko się wali.
- Posłuchaj mnie. Bywają czasem takie chwile i dni kiedy ma się kompletnie wszystkiego dość i nic nikomu nie wychodzi. Ale po takich dniach w końcu wychodzi słońce. Więc chyba warto poczekać?
- Ale te chwile i dni trwają wieczność. Ja już nie chcę. Boże...- krzyknęłam i wtuliłam się w niego.
- Skarbie, musisz być silna. Believe....
Odepchnęłam się od moich myśli. Często tak mam. Gdy zamykam oczy nagle pojawia się ten sam chłopak mówiący mi abym wierzyła i wytrwała. Nie wiem co to za chłopak. Ale ma bardzo znajomy głos. Boję się czasem tych moich myśli.Choć czasem bardzo mi pomagają.
- No uczniowie. Byliście bardzo grzeczni i dzielni. Oby tak dalej ,a skrócę wam tą karę. - powiedziała pani Jones kiedy nagle weszła do gabinetu.
- Ale,że dwie godziny już minęły? - zapytałam nagle nie dowierzając.
- Nie..ale za 30 minut przychodzi bardzo ważny gość ,a ja muszę jeszcze tu ogarnąć.- odpowiedziała mi z naciskiem na "bardzo"i usiadła na biurku. Zeszłam z parapetu, pociągnęłam za torbę i wyszłam przedtem mówiąc ciche 'do widzenia'.
Nareszcie do domu.
Weszłam do domu i rzuciłam się na kanapę. Miałam dość dzisiejszego dnia. Zresztą jak każdego. Poprawiłam włosy , wstałam i ruszyłam do kuchni. Myślałam ,że zastanę tam moją matkę. Niestety myliłam się. Na blacie leżała biała karteczka. Podniosłam ją i zaczęłam czytać.
"Droga Nathalie!
Przepraszam ,że nie poinformowałam Cię ,ale sama dopiero wczoraj wieczorem się dowiedziałam. Wyjeżdżam. Nie bój się. Wyjeżdżam tylko na 2 miesiące. Tak mi przykro. Ale sama wiesz. Mamy dużo pieniędzy, to prawda. Ale żeby mieć jeszcze więcej, musiałam wyjechać w delegację. Przepraszam ,że się nie pożegnałam. Kocham Cię. W szafce nad Tobą leżą pieniądze. Myśle ,że wystarczy Ci 200 tysięcy. Miłych dwóch miesięcy, skarbie.
Twoja mama.~
Nagle spłynęła mi łza po policzku. I znowu. Nie mam na kogo liczyć. Myślałam ,że będę chociaż mieć jakieś dzień dobry czy dobranoc od kogoś kogo kocham. Niestety. Myliłam się. Wybaczyć jej wybaczę , ponieważ jest moją jedyną rodziną. Ale nigdy nie zapomnę. Wyciągnęłam z szafki pieniądze..
Oj dużo tego.
Odezwał się mój głos w głowie. Nie wiem po co mi tyle. Ale to nawet dobrze. Ruszyłam na górę i położyłam się na łóżku. Jestem zmęczona.
***
love x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz