środa, 8 maja 2013

Rozdział 4.

Sprawa z tymi idiotami się skończyła. Znaczy.....w pewnym sensie. Po kolejnych kilku wyzwiskach na mnie i po kilku uderzeniach chłopców w końcu na środku korytarza stanęła pani dyrektor. Ściągnęła swoje okulary. Nikt się nie odzywał. Chłopcy przestali się bić, a Bruce mnie wyzywać. Krzyknęła głośnie i stanowcze 'A co tu się wyrabia?!' i podeszła do nas.
- Wszyscy co stoją na tym polu walki do mnie! - obił mi się o uszy jej krzyk i spuściłam głowię. Bruce co chwilę przeklinał pod nosem ,a ja czułam się jakby wbiło mi się setki nóż w serce. Nie patrząc na nikogo poprawiłam włosy i niepewnym krokiem ruszyłam do pokoju dyrektora. Chłopcy za mną również. Większość nich była wykrwawiona ,oprócz mnie i Bruce'a.
Kurwa.
Odezwał się mój głos w głowie. Po chwili siedzieliśmy już przed biurkiem nauczycielki. Stała patrząc się w okno. Szczupła pomarszczona pani w końcu zaczęła ruszać się po całym pokoju. Jej obcasy było słychać w całym pomieszczeniu. Spojrzałam na chłopców. Patrzyli z żalem na mnie. Potem odwróciłam się do Bruce'a i chłopaków. Widać było jak jego złość rozchodzi się w żyłach. Wzdrygnęłam. W końcu nie wytrzymał i krzyknął.
- Mogłaby pani przestać tak stukać?! To mnie cholernie irytuje. - odwrócił się do pani.
- Ton niżej proszę. - odpowiedziała i usiadła na swoim biurku. - No. Nieźle się zabawiliście. Teraz będzie was czekać kara. Codziennie od poniedziałku do piątku będziecie zostawać 2 h dłużej u mnie w kozie. Miłych dni wam życzę. - uśmiechnęła się ale widać było tą nutkę sarkazmu. - Możecie iść. - dokończyła i w tym momencie grupa umięśnionych chłopaków ruszyli do drzwi. Po chwili nie było ich już w pokoju. My też po chwili wyszliśmy.
Niesamowicie. Już nie mogę się doczekać siedzenia tyle godzin z tymi pacanami. Przecież nic nie zrobiłam...
- Wszystko okej? - szepnął John i lekko mnie objął. Czułam się...dobrze? Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam głową.
- Trzeba pójść wam zmyć to z twarzy. - powiedziałam i lekko się zaśmiałam.Ruszyliśmy do toalety.

*W domu*

Szczerze mówiąc to nie wiem co zrobiłabym bez tych debili. Są dla mnie tacy mili. Dużo mi pomogli. Wiem ,że mogę na nich liczyć. Ale najgorsze jest to ,że musze ich okłamywać..na każdym kroku. I to mnie rozdziera od środka. Ale co by się stało..gdybym im powiedziała? Pierwsza wersja jest taka ,że by mnie zrozumieli, ale wkurzyli się ,że im nie powiedziałam. A druga....szkoda gadać. Musiałabym chyba skończyć ze szkołą..albo życiem.
Włączyłam twittera i usiadłam po turecku na łóżku. Szczerze? Nie mam na nic ochoty. Sprawdzałam zanudzona tweety i takie tam. Dochodziła 21, a ja już powoli zasypiałam...

Może kiedyś znajdę tyle odwagi by powiedzieć im o tym wszystkim? Znajdę tą siłę i opowiem moją całą historię. Stanę przed nimi i będę miała nadzieję ,że zrozumieją, że chociaż nie wyzwą. Poznałam ich. Dla nich takie osoby z problemami są żałosne i chore .Ciekawe jakby zareagowali gdyby się dowiedzieli? Może kiedyś znajdę to coś..może...

***
love x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz