niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 3.

- Boże.Ten wf jest wykańczający. - powiedziała do mnie Rosalie ,która właśnie wychodziła z sali.
- Ty poraz kolejny nie ćwiczyłaś. Pan Ci może nie zaliczyć. - mówiła jakby była jakimś wielkim znawcą. Wkurwiało mnie to. Tak. Nie ćwiczę. No ,bo co. Przebiorę się w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach i jakby nigdy nic będe ćwiczyć? Nie. Nie mogę tego zrobić. Wyśmiali by mnie. A co gorsza , wywalili z paczki. Jeszcze nauczyciele zaczęli by się mną interesować i wylądowałabym w psychiatryku. A tam bym nie przeżyła. Wiem ,że tam nie pomagają ludziom. Tam po prostu ludzie chodzą jak roboty. A potem jakoś z tego wychodzą. To wygląda beznadziejnie. A ja? Ja chciałabym być wolna. A nie czuć się jak jakaś gosposia którą każdy może sobie pomiatać. Chociaż..w sumie tak teraz jest.
- Ej. Nat. Ty mnie w ogóle słuchasz? Poraz kolejny odpływasz jakby nigdy nic. Co się dzieje? - zapytała gdy wycierała się swoim ręcznikiem.
- N..nic mi nie jest. - próbowałam się uspokoić i uśmiechnąć. Ale z tego wyszedł jakiś niedorobiony grymas. Walić to. Ważne ,żeby nikt się nie dowiedział.
Rosalie już mi nie odpowiedziała tylko dalej przebierała się. Poprawiłam bluzę, wstałam i wyszłam z damskiej szatni.

*2 godziny później*

- Dobrze,że już po matmie . - odezwał się John. Tak ,miał rację. Nienawidzę matmy. Nie rozumiem jak można ją lubić. Ledwo ogarniam proste lekcje. Nagle przed nami stanęła grupka wysokich, umięśnionych chłopców z grupy kosza. Są największą elitą w tej szkole. Każdy się ich boi. To są nasi najwięksi wrogowie. Ale to ,że wrogowie to nic. Akurat na mnie najczęściej się wyżywają. Jakbym była jakimś śmieciem. A może jestem? Próbowaliśmy ich ominąć. I nic. Zatrzymali się tuż przed nami. 

- No proszę, kogo tu mamy. Naszą grupkę gówno wartych ludzi. - powiedział 'dowódca' tej elity. Zasztywniałam. Wiedziałam ,że to nie będzie zwykła pogawędka. Będzie się coś dziać.
- A ty co? Już w gacie lejesz? No proszę. - powiedział kolejny patrząc na mnie. Zaczerwieniłam się. Nie wiedziałam co powiedzieć. A myślałam ,że jestem silniejsza. Boże. Co ja gadam. Nigdy nie byłam silna. A co dopiero przy nich.
- Odpieprz się od niej stary, okej? - powiedział John. I za to mu dziękuję. Chociaż nie wiem czy to cokolwiek da. Im nie wystarczy zwykłe 'odpieprz się'. Nie są tacy głupi jak myślałam. Ruszyli jeszcze bliżej. Stanęli twarzą w twarz z nami. Wyglądaliśmy jakby zaraz miała zacząć się jakaś walka o śmierć i życie.I tak jak przed tem myślałam. Zaczęło się coś dziać. Jeden z chłopaków rzucił się na mojego kolegę David'a. Przestraszyłam się. Inny podszedł i dał w twarz John'emu. Pisnęłam. Jezu. a jak mnie dorwą? Po mojej głowie przechodziły najczarniejsze myśli. Oni żyli, znaczy, zabijali się ,a ja stałam jakby mnie ktoś zaklęciem zatrzymał.Nie ruszałam się nawet na krok. Rozejrzałam się w prawo i w lewo. John próbował dokopać jednemu z naszych wrogów. David już dawno leżał na ziemi i ostatkami sił próbował walnąć kolejnego. A Dark leżał i próbował wstać. Wyglądało to wszystko jak pole bitwy. Trochę krwi się polało. Trochę wyzwisk również.Rosalie i druga koleżanka, Emily przytuliły się i oparły o szafkę szlochając. A ja stałam tam na środku. Dowódca elity, Bruce, bo tak się nazywał , przyglądał mi się. Ja tylko co chwilę piszczałam.Nagle się odezwał.
-Hmm.. ciekawe co ty kryjesz tak pod tymi swoimi bluzami. Codziennie je nosisz. Nie ważne czy jest ciepło czy kurwa zimno. Coś tu nie gra.. - powiedział mi do ucha i przyglądał się mojej reakcji. Jeszcze bardziej zesztywniałam. Jeszcze bardziej serce mi biło. Zaczęłam się pocić. Czułam się koszmarnie. Błagałam tego u góry, który tam podobno jest , o to aby to całe gówno się skończyło. Wszyscy uczniowie wokół nas , a my jak popieprzeni toczymy ze sobą walkę. Tak nie może być. Musi się to skończyć.

Ciekawe czy ktoś kiedyś czuł się gorzej niż ja w tamtym momencie. Przyjdzie sobie gościu, szepnie mi coś do ucha,że jest nie tak. No i ma rację. Nie tak jest to ,że wszystko ukrywam. Czułam się jakby ktoś mi wbił nóż w plecy. Coraz bardziej się bałam ,że coś wykryje. Czai się na mój czuły punkt. Jeszcze go nie znalazł, ale się czai. I boję się ,że może się coś za niedługo stać. Nie mogę na to pozwolić...

2 komentarze:

  1. Świetne już nie mogę się doczekać następnego rozdziału.Zapraszam na mojego bloga o Nelly i One Direction . Jesli ci sie spodoba licze ze go zaobserwujesz i zostawisz komentarz .http://i-know-than-he-is-the-only-one.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń