"Chcieliśmy państwa powiadomić, że nastoletnia gwiazda, Justin Bieber zawita w Polsce. Jest to wielki szok dla nas wszystkich. Belieberki już się dowiadują, fanki szaleją. Bieber mania!"
Wstrzymałam oddech. Nie. To się nie może dziać. To jest nierealne. Kolejny sen ? Zaczęłam się szczypać. W końcu nic się nie stało ale czułam ból na ręce. Dalej siedziałam na kanapie, mój pilot który właśnie trzymałam w ręce z hukiem spadł na ziemię ,a Ja? Stałam z otwartą buzią. Łzy napłynęły mi do oczu. Po chwili - ryczałam.
Po 30 minutach siedzenia i niedowierzania w końcu czas było się ogarnąć. Mój tusz był rozmazany, moje policzki czerwone ,a oczy ciągle zaszklone. Mój największy idol, miłość Mojego życia, Mój cały świat, chłopak dzięki któremu jeszcze żyję i się trzymam.. tak po prostu wstąpi do nas i zagra koncert? Nie , nie wierzę. W telewizji było o nim pełno. Zatrzymałam się na jednym kanale.
"Wiecie ,że sławny piosenkarz, Justin Bieber wstąpi do nas. Ale to nie wszystko czego powinniście się dowiedzieć! Jeszcze nie wiecie najważniejszych szczegółów. Kanadyjczyk wystąpi już za miesiąc w Warszawie. Jeżeli chcecie bilety, znajdziecie je na stronach podanych na dole. Miłej zabawy, myślę ,że się zobaczymy!"
Za miesiąc.
Po pierwsze. Nie wiem czy mogę. Po drugie. Nie wiem czy mogę wydać kasę. Po trzecie...nie ma. Ja tam po prostu chcę być. Zaczęłam już planować i ruszyłam swoją wyobraźnią.
Hej, Nat, przestań fantazjować.
Odezwał się mój głos w głowie. Miał rację. Co za dużo, to nie zdrowo. Odświeżyłam twittera. Tak jak myślałam. Pełno fangirlingu , każdy ryczy. Rodzina. Zapytałam się kto jedzie. Każdy pisał ,że tak. To się okaże .Mówić , a zrobić to dwie różne historie.Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Bardzo, ale to bardzo się zdziwiłam. Nie zapraszałam nikogo, a nie jestem chyba aż taka fajna aby do mnie przychodzić. Z niechęcią ściągnęłam laptop z nóg i odłożyłam go na bok,szybko zmyłam tusz z moich policzek, wstałam i ruszyłam do drzwi.Nie sprawdzając kto to po prostu otworzyłam. Moim oczom ukazał się... John?
- Jezu. John, co ty tutaj robisz? - zapytałam z niedowierzaniem. On. U mnie w domu? Nagle przypomniałam sobie to co uświadomiłam sobie wczoraj. Przecież on mnie kocha. Jezu...westchnęłam.
- Cześć. Miło ,że się przywitałaś. - powiedział i od razu udał 'focha'. Podeszłam bliżej , dałam mu buziaka w policzek i odsunęłam się jednocześnie zapraszając go do środka. Wszedł, rozejrzał się i ściągnął buty.
- Ładnie tu. - szepnął. Przeszły mnie ciarki. Naprawdę nie chce aby robił sobie nadzieję. Ja nic do niego nie czuję. Nic poza przyjaźnią.
- Dziękuję. - odpowiedziałam niechętnie. Zamknęłam laptopa , wyłączyłam TV i poszłam na schody. On postąpił tak samo. Doszliśmy do pokoju. Otworzyłam go, odłożyłam laptopa i odwróciłam się do Johna. Stał oszołomiony. Tak. Przecież staliśmy w mojej mamy sypialni. Nie pokazałabym mu mojego pokoju, nigdy. Nie wyglądał aż tak źle..ale te plakaty Justina ..i to wszystko. Ygh.
- Ślicznie tu masz. Ale nie za bardzo...hm..kobieco?- zapytał się przyglądając się każdemu skrawkowi pokoju. Miał rację. Trochę tu było za dorośle.
- Nie. Podoba mi się tak jak jest. - odpowiedziałam krótko. Wskazałam mu łóżko co miało znaczyć aby usiadł na nim. Zrobił tak.
Grzeczny chłopak.
Ale jestem niegrzeczna . Nie ładnie tak. Ale co mam zrobić kiedy wbija mi niespodziewanie do domu jakby nigdy nic. W głowie ciągle miałam Justina i ciągle chciało mi się płakać.
- Płakałaś?- zapytał się. Zapomniałam ,że przygląda mi się.
- Nie. - odpowiedziałam zamieszana. Odwróciłam się i udałam ,że coś robię. Czułam jak wstał z łóżka i podszedł do mnie. Odwróciłam się ,a on stał centymetr ode mnie. Ręce trzymał przy biurku tak,że nie mogłabym wyjść z jego klatki. Patrzył się na mnie. Nie chciałam.
- Ej. Głowa do góry skarbie. - szepnął mi do ucha i podniósł mi podbródek. Musiałam popatrzeć mu się w oczy. Po chwili uśmiechnęłam się sztucznie..znaczy próbowałam. Wyszedł mi tylko jakiś grymas.
- Czemu płakałaś? - no to mnie dobił.
Cholera jasna.
- Kuźwa John, przestań. - wyrwałam się z jego uścisku i poszłam w drugi kąt pokoju. Stałam odwrócona, ale czułam i słyszałam jak zrezygnowany siadł na łóżko. Wtedy zrozumiałam ,że za bardzo go zraniłam. Westchnęłam lekko i niechętnym krokiem podeszłam do niego.
-J.. ja przepra.......- nie dokończyłam. Ten cholerny idiota, jakby nigdy nic wpił się w moje usta. I może to żałosne, ale muszę przyznać....podobało mi się to. Po chwili ocknęłam się i wyleciałam z pokoju z płaczem. Pobiegłam do łazienki. Z oddali słyszałam jego głośne " Ja pierdole". Teraz przegięłam i wiem o tym doskonale. Ryczałam dalej. Nie chciałam go zranić, nie chciałam tego pocałunku. Wyciągnęłam z dolnej szafki żyletkę. Podciągnęłam rękaw i przejechałam niej po nadgarstku ,a po chwili zsunęłam się po ścianie.
Najlepszy i najgorszy dzień w życiu. Przepraszam Justin, przepraszam John.
- Jezu. John, co ty tutaj robisz? - zapytałam z niedowierzaniem. On. U mnie w domu? Nagle przypomniałam sobie to co uświadomiłam sobie wczoraj. Przecież on mnie kocha. Jezu...westchnęłam.
- Cześć. Miło ,że się przywitałaś. - powiedział i od razu udał 'focha'. Podeszłam bliżej , dałam mu buziaka w policzek i odsunęłam się jednocześnie zapraszając go do środka. Wszedł, rozejrzał się i ściągnął buty.
- Ładnie tu. - szepnął. Przeszły mnie ciarki. Naprawdę nie chce aby robił sobie nadzieję. Ja nic do niego nie czuję. Nic poza przyjaźnią.
- Dziękuję. - odpowiedziałam niechętnie. Zamknęłam laptopa , wyłączyłam TV i poszłam na schody. On postąpił tak samo. Doszliśmy do pokoju. Otworzyłam go, odłożyłam laptopa i odwróciłam się do Johna. Stał oszołomiony. Tak. Przecież staliśmy w mojej mamy sypialni. Nie pokazałabym mu mojego pokoju, nigdy. Nie wyglądał aż tak źle..ale te plakaty Justina ..i to wszystko. Ygh.
- Ślicznie tu masz. Ale nie za bardzo...hm..kobieco?- zapytał się przyglądając się każdemu skrawkowi pokoju. Miał rację. Trochę tu było za dorośle.
- Nie. Podoba mi się tak jak jest. - odpowiedziałam krótko. Wskazałam mu łóżko co miało znaczyć aby usiadł na nim. Zrobił tak.
Grzeczny chłopak.
Ale jestem niegrzeczna . Nie ładnie tak. Ale co mam zrobić kiedy wbija mi niespodziewanie do domu jakby nigdy nic. W głowie ciągle miałam Justina i ciągle chciało mi się płakać.
- Płakałaś?- zapytał się. Zapomniałam ,że przygląda mi się.
- Nie. - odpowiedziałam zamieszana. Odwróciłam się i udałam ,że coś robię. Czułam jak wstał z łóżka i podszedł do mnie. Odwróciłam się ,a on stał centymetr ode mnie. Ręce trzymał przy biurku tak,że nie mogłabym wyjść z jego klatki. Patrzył się na mnie. Nie chciałam.
- Ej. Głowa do góry skarbie. - szepnął mi do ucha i podniósł mi podbródek. Musiałam popatrzeć mu się w oczy. Po chwili uśmiechnęłam się sztucznie..znaczy próbowałam. Wyszedł mi tylko jakiś grymas.
- Czemu płakałaś? - no to mnie dobił.
Cholera jasna.
- Kuźwa John, przestań. - wyrwałam się z jego uścisku i poszłam w drugi kąt pokoju. Stałam odwrócona, ale czułam i słyszałam jak zrezygnowany siadł na łóżko. Wtedy zrozumiałam ,że za bardzo go zraniłam. Westchnęłam lekko i niechętnym krokiem podeszłam do niego.
-J.. ja przepra.......- nie dokończyłam. Ten cholerny idiota, jakby nigdy nic wpił się w moje usta. I może to żałosne, ale muszę przyznać....podobało mi się to. Po chwili ocknęłam się i wyleciałam z pokoju z płaczem. Pobiegłam do łazienki. Z oddali słyszałam jego głośne " Ja pierdole". Teraz przegięłam i wiem o tym doskonale. Ryczałam dalej. Nie chciałam go zranić, nie chciałam tego pocałunku. Wyciągnęłam z dolnej szafki żyletkę. Podciągnęłam rękaw i przejechałam niej po nadgarstku ,a po chwili zsunęłam się po ścianie.
Najlepszy i najgorszy dzień w życiu. Przepraszam Justin, przepraszam John.
***
Rozdział mi totalnie nie wyszedł...przepraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz